Strona: 256

Bede skladal
17 III 2003 22:05 CET Elsindel

zamowienie w V-sklepie. Wkrotce, ale nie bardzo mi sie spieszy. Byc moze tez po prostu przy okazji wyjazdu do Krakowa zrobie tam zakupy. Ktos zainteresowany czyms?

Elsindel
17 III 2003 22:41 CET Agena

a gdzie chcesz to kupować skoro nie ma vbunkra? a, nieważne, napewno coś wymyślisz :)
człowiek znika z sieci na 24h i już tyle rzeczy się dzieje.

PAX!

Corelius
18 III 2003 3:29 CET MarheF

Sądzę że powinienem odpowiedzieć na te kilka pytań jakie skierowałeś do mnie w swoim poprzednim poście.

„Jak Ty sobie wyobrazasz jednostke, ktorej zadaniem jest ocalic ziemie przed inwazja...”
Zacznijmy od tego że nie wyobrażam sobie JEDNOSTKI, która była by w stanie obronić Ziemię przed INWAZJĄ, gdyż inwazja to przemieszczenie armii na teren bezpośrednio zajmowany przez wroga i jakaś tam mała jednostka nie będzie w stanie powstrzymać całej armii nie ważne jakim sprzętem by dysponowała (nie biorę pod uwagę broni typu masowego rażenia bo gdy walczy się o przetrwanie całej rasy taktyka „spalonej ziemi” jest nie na miejscu). Więc pierwsza rzecz jaką powinieneś sobie uświadomić to fakt że nie mamy tu do czynienia z wojna na pełną skalę.

„Sklad personalny sil X-com jest tragiczny.”
Owszem tak jest. Przyczyną tego jest złe zarządzanie, czyli nieodpowiedni ludzie na stanowiskach kierowniczych. Od razu nasuwa się pytanie dlaczego ktoś taki kieruje takim projektem? A może ktoś specjalnie umieścił takich właśnie ludzi na stanowiskach kierowniczych, aby cały projekt się nie powiódł?

„Tylko i wylacznie moja (nie mojej postaci) dobra wola sprawila, ze postac Ageny poleciala na misje, a nie do kostnicy lub pierdla.”
A może jednak trzeba było darować sobie tą dobrą wolę, przestać ograniczać się tylko do gróźb i udowodnić że się tą władzę jednak ma. Sposób był dowolny. To od twojej decyzji zależało co się stanie.

„Albo dzieciaki w oddziale. Czys Ty zwariowal? Wiezniowie... co kolejne? Klaun? Ciezarna kobieta w 8 miesiacu?”
Jestem mistrzem gry, który wyznaje zasadę że „należy zostawić ludziom wolność podejmowania decyzji, nawet jeżeli by chcieli decyzji głupich lub szalonych” (Maria Dąbrowaska), więc nie będę nikogo ograniczał co do postaci jaką chce grać i narzucał komukolwiek cokolwiek. Tak długo jak gracz będzie w stanie mi uzasadnić jak taka postać mogła się znaleźć w danych okolicznościach to tak długo może grać więźniem, klaunem czy tez ciężarna kobietą. Fakt faktem że będę się starał odwieść gracza od takiego pomysłu, ale zawsze mówiłem że jestem otwarty na różne propozycje...

„Charakter oddzialu wskazuje na to, ze powinien panowac tu rygor. Kiedy zolnierz na stanowisku dowodczym mowi "skacz!", zolnierz pyta "jak wysoko?", a nie szczeka jadaczka, jak co poniektorzy.”
Zauważ że sytuacja, którą opisałeś tyczy się wyłącznie graczy. To że Ty odgrywasz dowódcę a inny gracz odgrywa kogoś niższego stopniem i nie słucha twoich rozkazów to nie jest moja wina. Przecież nie powiem graczowi tekstu w stylu „Słuchaj. On jest wyższy stopniem i Ty robisz to co On Ci karze”. To co zrobi gracz zależy tylko od niego. Ja tu się zajmuje BN’ami. To, że się postacie graczy nie słuchają Twojej postaci, zależy tylko i wyłącznie od tego czy masz autorytet wśród graczy i jak oni odgrywają swoje postacie.

„Zolnierz gdy ma sprawe idzie do bezposredniego przelozonego, a nie najwyzszego stopniem zolnierza w okolicy.”
Ponownie kwestia graczy i tego w jaki sposób odgrywają swoje postacie.

„Kolejna sprawa - sprzet. Spojrz na zaplecze przecietnych koszar Wojska Polskiego. Magazyny pelne amunicji, broni, mundurow i innych czesci ekwipunku.”
A jak długo Wojsko Polskie już istnieje? Chyba więcej niż miesiąc, co?

„I teraz probujesz mi powiedziec, ze miedzy narodowa jednostka, ktorej misje maja najwyzszy priorytet, zasilana z funduszy miedzynarodowych nie ma funduszy na zakup podstawowych czesci wyposarzenia?”
Tak, gdyż jak wszystkie fundusze i jej są ograniczone. Wyjaśnię Ci to lepiej w opisie sytuacji politycznej.

Sprawa systemu Land Warrior... cóż... wyjaśnię Ci to w kilku punktach:
1. X-com to jest alternatywna rzeczywistość i kto powiedział że to co teraz jest w fazie testów musi być w tym świecie. Jeśli chcesz wiedzieć oryginalny X-com dział się w 1999 rok i trochę głupio by mi było cofać się to tych czasów, czy też wymyślać jakieś nowe technologie, które mogą zostać opracowane w ciągu najbliższych lat.
2. Ze względu na sytuację polityczną którą opiszę później dostawca X-com’u nie posiada na sprzedasz czegoś takiego.
3. Nie chciało mi się rozpisywać takiego zestawu współczesnego wojownika, gdyż uważam że to nie dość że było by ogromnym ułatwieniem i zaniżyło by ogólny stopień trudności to jeszcze przyczyniło by się do szerzenia kamperstwa i ograniczyło walkę do motywów w stylu „wystawiam karabin za załom i strzelam przeciwnikowi w oczy”. Jestem człowiekiem który lubi wyzwania, walkę w bliskim zwarciu i grę w otwarte karty i jestem przeciwny takiemu stylowi prowadzenia rozgrywki. (Rozumiem Corelius, że Ty lubisz takie zabawy więc Ja nie będę psuł Ci sesji swoim hardcore’owym stylem gry)

„Kolejna sprawa - polityka zywieniowa. Armia ma obowiazek zapewnic zolnierzowi godziwy, pelnowartosciowy posilek, nie rzadajac za to ani grosza.”
X-com to nie jest armia, a co polityki żywieniowej to sądzę że zrozumiesz jak przeczytasz opis sytuacji politycznej.

„Zaplecze sprzetowe. Co to za baza, gdzie amunicja konczy sie po drugiej misji?”
To się nazywa niedofinansowanie wynikające z sytuacji politycznej.

„Sytuacja z czolgiem. Chcesz mi powiedziec, ze dowodctwo nie ma funduszy na czolg, a zolnierz pracujacy w rzeczonej bazie moze kupic z dwa... O czym my wogole rozmawiamy?”
Wskaż mi żołnierza, który będzie w stanie kupić czołg za 40 000$. Z tego co się orientuję to ceny takich bryk nie spadają niżej 1 000 000$, bo o zabytkach z II wojny światowej nie mówimy (a i tak te maja większa wartość muzealną...). Druga sprawa to taka że za zakup ciężkiego sprzętu odpowiadają w X-com’ie inni ludzie, niż zwykli żołnierze.

„Nastepna sprawa. Realizm w twoim prowadzeniu dostal ciezkiego kopa i skulil sie w ciemnym konciku, gdzie go wogole nie widac.”
Coż... Realizm realizmem. Gdybym chciał prowadzić z jak największą dozą realizmu to zdecydował bym się na inna mechanikę niż mechanika fallout’a (np. Cyberpunk, GURPS). Grając w konwencji heroicznej (a pokusić się mogę o stwierdzenie że w takiej konwencji gracie) uważam za możliwe dla postaci o końskim zdrowiu przeżyć eksplozję granatu zapalającego przed twarzą. A z resztą co miałem zrobić? Uśmiercić graczowi postać tylko dla tego że inny gracz miał krytycznego pecha przy rzucie na trafienie? To nie w moim stylu.

„No i kolejna sprawa - nie powinienes pozwalac graczom na okazywanie takiej niesubordynacji, gdyz w tym momencie kompletnie nie wczuwaja sie w postacie, tylko okazuja swoj wlasny charakterek. No i swoboda tworzenia postaci zbyt wielka....”
Jak już napisałem nie będę graczom mówił co maja robić, bo to nie o to przecież chodzi. I to jak kto odgrywa postać to jest rzecz indywidualna niezależna ode mnie.

SYTUACJA POLITYCZNA:
Wyobraź sobie że pewnego pięknego dnia rządy różnych krajów dowiadują się o istnieniu obcych. Co gorsza uświadamiają sobie fakt iż ci obcy najwyraźniej nie mają przyjaznych zamiarów względem ziemian. Sytuacja jest o tyle korzystna że opinia publiczna jeszcze nie jest świadoma zagrożenia i nie wybuchła jeszcze ogólnoświatowa panika. Zwołane zostaje zebranie na najwyższym szczeblu w którym uczestniczą głowy najpotężniejszych państw ziemi wraz ze swoimi najtęższymi mózgami do spraw wojskowych. Rozpoczyna się wielka debata odnośnie tematu „co robić”, „jak walczyć”, „czy poddać się od razu czy stawiać opór”, „czy próbować za wszelką cenę nawiązać kontakt dyplomatyczny”. Pojawiają się różne koncepcje, ale żadna z nich nie zostaje rozpatrzona pozytywnie. Debata trwa dłużej i dłużej, ciągnąc się dniami i nocami. Wszyscy są wykończeni brakiem konstruktywnych wniosków oraz faktem tajności całego spotkania. Taki stan rzeczy utrzymuje się aż w końcu jakaś osoba z biorących udział w zgromadzeniu nie wyskoczy z pewnym bardzo radykalnym projektem. Notabene osobą tą jest jakiś młody adiutant jakiegoś generała, czy marszałka który z racji wieku i niskiego stopnia nie ma poważania wśród zgromadzonych. Przedstawia on plan powołania organizacji której zadanie było by powstrzymać nasilanie się obcej aktywności w skali globalnej oraz zidentyfikowanie zagrożenia i uzyskanie jak najwięcej informacji o najeźdźcy. Wszyscy przyjmują ów plan z dużą dozą sceptycyzmu, ale z braku innych konstruktywnych pomysłów projekt ten zostaje wprowadzony w życie, a kontrola nad tym projektem przekazana zostaje pomysłodawcy. Ze względu na słabe poparcie wśród reprezentantów krajów biorących udział w spotkaniu, projekt X-com otrzymuje limitowane dofinansowanie ze strony tych że państw. Warunkiem istnienia projektu jest przynoszenie przezeń widocznych efektów, oraz korzystanie z usług konkretnych dostawców. W ten sposób kraję zaangażowane w ów projekt starają się odzyskać inwestowane w weń pieniądze, lub w jakiś inny sposób ograniczyć swój wkład własny. Ta powołana organizacja ma dostęp do limitowanych zasobów, źle i nie dokładnie przetrenowany i dobrany personel oraz z założenia będzie istnieć tak długo jak długo nie przyniesie za dużych strat. Każde jej posunięcie jest uważnie obserwowane i każde niepowodzenie zbliża ją nieuchronnie do ostatecznego końca jakim będzie jej rozwiązanie.

Mam nadzieję że nakreśliłem Ci obraz całej sytuacji dość wyraźnie i teraz wszystko jest już dla Ciebie zrozumiałe.

PS. Sorry za tak długi post, ale to i tak najkrócej jak potrafię.

MarheF


reply
18 III 2003 11:03 CET Corelius

"Zacznijmy od tego że nie wyobrażam sobie JEDNOSTKI, która była by w stanie obronić Ziemię przed INWAZJĄ, gdyż inwazja to przemieszczenie armii na teren bezpośrednio zajmowany przez wroga i jakaś tam mała jednostka nie będzie w stanie powstrzymać całej armii nie ważne jakim sprzętem by dysponowała (nie biorę pod uwagę broni typu masowego rażenia bo gdy walczy się o przetrwanie całej rasy taktyka „spalonej ziemi” jest nie na miejscu)."

Jedna jednostka owszem, nie bedzie w stanie. Lecz wcale nie trzeba miec przewagi liczebnej (ba, nawet mozna byc w duzej mniejszosci) by taka inwazje odeprzec. Widzisz - wszystko rozbija sie o wyszkolenie zolnierzy, umiejetnosci taktyczne dowodcow i wyposarzenie wojska.
Nie rozumem dlaczego uzycie broni masowego razenia okresliles mianem "taktyki spalonej ziemi". Przeciez wojska ziemian nie zrzucalyby bomb na drodze przemarszu ufokow, tylko na nich. Sprawa wyglada tak: zwiad elektroniczny (albo satelitarny, albo lotniczy) wykazal zgrupowanie wojsk w danym miejscu. Tamto miejsce szybko zostaje ostrzelane przy uzyciu taktycznych glowic nuklearnych. Co prawda nie uprawialbym tam pomidorow przez dluuugi czas po czyms takim, ale sily wroga zmieniaja stan skupieniana bardziej lotny... To nie jest taktyka spalonej ziemi, ale punktowe uderzenia eliminujace duze ilosci wroga, a to ma sens skoro mowimy o armi. Armia porusza sie w grupach, ktore mozna usuwac.

"Owszem tak jest. Przyczyną tego jest złe zarządzanie, czyli nieodpowiedni ludzie na stanowiskach kierowniczych. Od razu nasuwa się pytanie dlaczego ktoś taki kieruje takim projektem? A może ktoś specjalnie umieścił takich właśnie ludzi na stanowiskach kierowniczych, aby cały projekt się nie powiódł? "

W takim wypadku kompletnie nie uwzgledniles czegos takiego jak aparat kontroli administracji. Poza tym nie wzieles pod uwage kolejnego czynnika - dowodca bazy to nie bezwolny cielak, ktory ma wszystko w dupie. Jedna z rasowych cech dowodcy jest to, ze dba o swoich zolnierzy, a widzac to, co sie dzieje od razu interweniowalby gdzie trzeba i szybko postaral sie o odpowiednie zmiany, badz sledztwo.
Jesli chodzi o sabotarz polityczny - wywiad, kontrwywiad, rada bezpiecenstwa i jej komisje... Stary mozliwosci jest multum.
Ponadto bierzesz pod uwage osoby na wysokich stanowiskach, ktore chca zaszkodzic projektowi. Ale zapominasz o tych popierajacych go, a takie sa, skoro projekt przeszedl.

"A może jednak trzeba było darować sobie tą dobrą wolę, przestać ograniczać się tylko do gróźb i udowodnić że się tą władzę jednak ma. Sposób był dowolny. "
Jasne, a potem taka Agena przyczepialaby sie, ze sie uwzialem na jej postac. Nie dzieki. To Twoje zadanie. Twoje, nie moje. To Ty masz usadzac graczy, nie ja.

"Jestem mistrzem gry, który wyznaje zasadę że „należy zostawić ludziom wolność podejmowania decyzji, nawet jeżeli by chcieli decyzji głupich lub szalonych” (Maria Dąbrowaska), więc nie będę nikogo ograniczał co do postaci jaką chce grać i narzucał komukolwiek cokolwiek"
Wiec nie jestes dobrym MG. Gra, ktora prowadzisz nasuwa pewne ograniczenia, ktore Ty nagminnie lamiesz doprowadzajac do sytuacji na wskros absurdalnych. Ponadto swym beztroskim podejsciem do sprawy psujesz zabawe wielu osoba. Tym, ktorzy stworzyli postacie pasujace do konwencji, bo nie moga porzadnie pograc, a takze tym, ktore stworza sobie postaci kompletnie nieprzydatne, ktore tak na prawde niewiele moga zrobic. A to wszystko przez Ciebie i Twoja maksymke.
Ponadto owa maksymka nie nalezy do tych najmadrzejszych. Zaslaniajac sie cytatem pomysl troche nad nim. Przemysl co on tak na prawde oznacza i jakie konsekwencje moga nastac, jesli wszyscy zaczeliby go wyznawac... (nie chce mi sie teraz referowac analizy tego akurat, wiec tego nie robie).

"Zauważ że sytuacja, którą opisałeś tyczy się wyłącznie graczy. To że Ty odgrywasz dowódcę a inny gracz odgrywa kogoś niższego stopniem i nie słucha twoich rozkazów to nie jest moja wina. Przecież nie powiem graczowi tekstu w stylu „Słuchaj. On jest wyższy stopniem i Ty robisz to co On Ci karze”. To co zrobi gracz zależy tylko od niego. Ja tu się zajmuje BN’ami"
BLAD! Wlasnie powinienes tak powiedziec. Jestes cholera mistrzem gry. I to ty nim jestes nie ja. Gdy widzisz, ze gracz specjalnie sie stawia, choc jego postac nie powinna wogole tego robic, to wlasnie ty powinienes zainterweniowac, a nie patrzec glupio usmiechniety! Dobrzy MG, u ktorych gralem potrafili powiedziec "nie zrobisz tego, tylko to, poniewaz...". U ciebie tego kompletnie nie ma. Pojawila sie totalna sprzecznosc, gdzie wredny charakterek gracza wzial gore nad wyuczonym rygorem postaci, co miec miejsca nie powinno, i kompletnie olales sprawe!
I nie zajmujesz sie TYLKO BNami. Jestes rownierz arbitrem i pilnujesz prawidlowego przebiegu gry. A to co sie wtedy stalo, to byl taki krzak, ze az glowa boli, a ty nic. Zachowuj sie jak MG, a nie olewacz.

"A jak długo Wojsko Polskie już istnieje? Chyba więcej niż miesiąc, co?"
A jakie ma dotacje? Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe z faktu, ze w kazdej dobrej armii jest tabun logistykow, ktorzy maja plany jak urzadzac nowe bazy. Nie wiem czy wiesz, ze US Army posiada chocby w rejonie Zatoki Perskiej obwodowe statki transportowe, ktore sa na dobra sprawe taka "baza w paczce". Normalnie stoja w bazach marynarki i czekaja na rozkazy. Myslisz, ze jak zapakowalo sie takie statki, gdzie jest wszystko co potrzeba, to nie ma sie procedur i doswiadczenia do ustabilizowania bazy?

"Tak, gdyż jak wszystkie fundusze i jej są ograniczone. Wyjaśnię Ci to lepiej w opisie sytuacji politycznej."
Aha... czyli jesli dobrze rozumiem to stac ich na supertajne laboratoria z tonami super sprzetu, stac ich zeby zamiast porzadnych Black Hawkow miec nowoczesne pojazdy pionowego startu, ale nie stac ich na kilka paczek amunicji, karabiny i inny sprzet? Jaja sobie robisz?

Co do Land Warrior.
System ten w 1999r zostal juz wprowadzony do testow na poligonach, gdzie marines sprawdzali jego moliwosci. Wtedy glownym problemem byla wielkosc i zywotnosc ogniw zasilajacych. Nie wiem jak jest teraz.
Jesli chodzi o sprzedarz - US ARMY spokojnie przekazalaby powiedzmy 5 sztuk czegos takiego specjalnej jednostce, gdzie sluza jej ludzie.
ZANIZALO POZIOM????? Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe z wysokosci poziomu trudnosci jaki narzuciles! Jednoczesnie wiedz, ze gdy wystawisz karabin za rog nadal mozesz probowac tylko ogna zaporowego, z tym rezultatem, ze widzisz jego efekty bez wychylania glowy. Na broni jest zwykla kamera z opcja termowizji, a nie celownik z austryjacka optyka... O czym ty wogole mowisz... Poza tym jakie kamperstwo? Czy rozpoznanie terenu przed wkroczeniem nan nazywasz kamperstwem?
Obecne misja wygladaja mniejwiecej tak jak przechadzka slepca po polu minowym. Zolnierze nie maja wogole zwiadu, zero informacji, panuje chaos, ktorego nie da sie ogarnac, bo ciezko nawet okreslic kto gdzie jest. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe, ze juz w sredniowieczu panowalo lepsze rozeznanie w terenie...

"Jestem człowiekiem który lubi wyzwania, walkę w bliskim zwarciu i grę w otwarte karty i jestem przeciwny takiemu stylowi prowadzenia rozgrywki"
Eeeee.... wybacz, ale chyba rozminelismy sie w definicjach walki w zwarciu. Otoz ta twoja walka w zwarciu to rozstrzeliwanie zaskoczonych ziemian z karabinow plazmowych, przez niewzruszone i kompletnie przygotowane ufoki, tak? To wiesz? Mam gdzies ta twoja walke w zwarciu. To twoje zwarcie odbywa sie na dystansie minimum kilkunastu metrow, z jakich ufol smazy kolejnego zolnierza. Piekne zwarcie nie ma co...

"X-com to nie jest armia, a co polityki żywieniowej to sądzę że zrozumiesz jak przeczytasz opis sytuacji politycznej."
X-com moze byc nawet przedszkolem, ale taka sytuacja jest nie doprzyjecia.

"Wskaż mi żołnierza, który będzie w stanie kupić czołg za 40 000$. Z tego co się orientuję to ceny takich bryk nie spadają niżej 1 000 000$, bo o zabytkach z II wojny światowej nie mówimy (a i tak te maja większa wartość muzealną...). Druga sprawa to taka że za zakup ciężkiego sprzętu odpowiadają w X-com’ie inni ludzie, niż zwykli żołnierze."
Ktory zolnierz? A postac Szymona?
A co do cen czolgow - wystarczylby T-64 z demobilu, ktore u ruskich nawet zwykly szeregowiec X-comu moglby kupic. Tak. One kosztuja grosze, a te kilka centymetrow stali robi swoje...

"Coż... Realizm realizmem. Gdybym chciał prowadzić z jak największą dozą realizmu to zdecydował bym się na inna mechanikę niż mechanika fallout’a (np. Cyberpunk, GURPS)."
Nie mowie o mechanice, lecz o sposobieprowadzenia, zachowaniach BNow i wrogow, fizyce tego swiata, zezwalaniu na rzeczy, ktore nie maja prawa sie zdarzyc.
Jesli chodzi o ten granat to:
a) on wogole nie powinienbyl doleciec do Ciumka;
b) Ciumek albo powinien zginac (i nie zaslaniaj sie stylem - pozwoliles by go trafilo, bo chciales aby tak bylo, to teraz wyciagnij z tego konsekwencje), albo zostac wylaczonym z gry i trafic na dluuugo na intensywna terapie.

"Jak już napisałem nie będę graczom mówił co maja robić, bo to nie o to przecież chodzi. I to jak kto odgrywa postać to jest rzecz indywidualna niezależna ode mnie."
Mylisz sie. To zalerzy i to bardzo od ciebie. I jesli widzisz, ze dzieje sie cos, co nie powinno sie dziac, ze ktos postepuje wbrew swej postaci, to wlasnie ty masz obowiazek zareagowac. I wlasnie o to chodzi m.in. w byciu MG. Nie karze ci ciaglekierowac czyjas postacia, ale zainterweniowac i powiedziec, ze danej rzeczy nie zrobi, albo ja zrobi, bo taka jest jej postac i tyle. Gracz ma odgrywac swoja postac, a nie odstawiac jej charakter w kat i stroic fochy.

Sytuacja polityczna to jedna wielka bzdura. Zwlaszcza podejscie do samego X-comu. To tak jakbys zalorzyl sobie firme i tylko czekal az upadnie, podcinal ja i staral sie ja jak najszybciej zruinowac.
Ponadto nie jest mozliwym niedojscie do porozumienia w kwestii tak istotnej jak ufoki. Ludzie sa durni - owszem, ale rada bezpieczenstwa jest dosc konserwatywna w penych kwestiach i uchwala sybko by zapadla.

Przemysl to. A jak chcesz rozwiniecia pewnych tematow, to sluze pomoca - juz dawno to analizowalem.

C.

Za to w Armantinie
18 III 2003 12:41 CET Elsindel

nie ma takich problemow. Wszystko jest jedna wielka legenda, a wiadomo - legendy klamia ;-)

Corelius, MarheF
18 III 2003 14:43 CET qentin

a Wy co? ´kto najdluzszy tekst compo´ sobie urzadzacie?=P

/qentin

Asar
18 III 2003 14:45 CET qentin

dzieki=) dobra.. mysle sobie nad postacia.. i jak tylko ja doprecyzuje to Ci wysle na falmeyl´a=)

/qentin

MarheF...
18 III 2003 16:02 CET szamanVV

czyli jak rozumię oni sa finansowani przez republike bananowa i filipiny? :)

Reply
18 III 2003 17:26 CET MarheF

"Nie rozumem dlaczego uzycie broni masowego razenia okresliles mianem "taktyki spalonej ziemi"."
Bo gdy strzelasz sobie pod nogi z głowicy nuklearnej nie licząc się z tym że ziemia jest tylko jedna i nawet jeśli przeżyjemy to będziemy musieli żyć na radioaktywnej planecie, to właśnie jest "taktyka spalonej ziemi" (eng. scorched earth). Jej głównym załorzeniem jest że jesteś gotowy zniszczyć wroga za wszelką cenę niszcząc w tym celu siebię i całą okolicę w okół siebie.

"Sprawa wyglada tak: zwiad elektroniczny (albo satelitarny, albo lotniczy) wykazal zgrupowanie wojsk w danym miejscu."
Zauważ że obcy za szybko się przemieszczają aby można było wysłąć przeciwko nim głowicę taktyczną. Kolejna sprawa to fakt że nie doszło jeszcze do sytuacji że w jednym miejscu było aż tylu ufoków aby trzeba było wyparowaywać całą okolicę w promieniu kilku kilometrów. Nie biorę już pod uwagę tego że obcy najprawdopodobniej byly by w stanie zniszczyć taką rakietę zanim ta zdążyła by dolecieć do celu.

"Armia porusza sie w grupach, ktore mozna usuwac."
Zaraz zaraz... jaka armia? Widziałeś tam gdzieś jakąś armię obcych? Ilości w jakich można ich spodkać nawet pod pluton się nie zaliczają.

"Poza tym nie wzieles pod uwage kolejnego czynnika - dowodca bazy to nie bezwolny cielak, ktory ma wszystko w dupie."
A widziałeś dowódcę czy głównego administratora? To skąd wiesz jaki jest? Może co do jego osoby wcale się nie pomyliłeś.

"Jedna z rasowych cech dowodcy jest to, ze dba o swoich zolnierzy, a widzac to, co sie dzieje od razu interweniowalby gdzie trzeba i szybko postaral sie o odpowiednie zmiany, badz sledztwo."
Tak by się stało gdyby uznał że sytuacja wymknęła się spod kontroli tym z niższym stopniem w łańcuch dowodzenia. Od załatwiania spraw między żołnierzami on ma swoich sierżantów, poruczników... W sumie kompetentnych ludzi... Chyba że Ci na ten stopień nie zasługują...

"Ponadto bierzesz pod uwage osoby na wysokich stanowiskach, ktore chca zaszkodzic projektowi. Ale zapominasz o tych popierajacych go, a takie sa, skoro projekt przeszedl."
Starałem się Ci ukazć w opisie sytuajci politycznej że ten projet przeszed tylko dlatego że był jedyny. On wcale nie został pozytywnie odebrany przez aż tak dużą liczbę osób aby móc liczyć na jakieś większe poparcie. Prostym językiem mówiąc stosunek do niego jest następujący: "A niech sobie szczeniak poprowadzi ten projekt. I tak nic nie zdziała, a my przynajmniej będziemy mieli czyste sumienie przed ludzmi, no bo w końcu staraliśmy się..."

"To Ty masz usadzac graczy, nie ja."
Co proszę?! Co ja mam robić? Z czym Ci się kojaży rola mistrza gry, bo dla mnie to ja mam wam opisywać świat, to co się wokół was dzieję i zawiązywać akcję żebyście się nie nudzili na sesji. Nie będe "usadzać graczy" czy robić inne podobne zabiegi, bo każdy gra jak potrafi i to jak kto gra to jest jego sprawa.

"Gra, ktora prowadzisz nasuwa pewne ograniczenia, ktore Ty nagminnie lamiesz doprowadzajac do sytuacji na wskros absurdalnych. Ponadto swym beztroskim podejsciem do sprawy psujesz zabawe wielu osoba. Tym, ktorzy stworzyli postacie pasujace do konwencji, bo nie moga porzadnie pograc, a takze tym, ktore stworza sobie postaci kompletnie nieprzydatne, ktore tak na prawde niewiele moga zrobic."
Ja ustanwiam konwencję w jakiej chcę prowadzić, a gracze tworzą sobie postacie jakimi by chceili grać. To że niektóre z tych postaci nie pasują to nie moja wina. A może akurat ktoś chce sobie poczuć to co czuła by ciężarna kobieta, gdyby znalazła się na samym środku pola bitwy. Ja nie mam zamiaru nikomu odbierać takiej możliwości. A jeżeli komuś coś nie pasuje no to trudno. Gra dla własnej przyjemności więc jeśli niechce grać to nie musi.

"Przemysl co on tak na prawde oznacza i jakie konsekwencje moga nastac, jesli wszyscy zaczeliby go wyznawac..."
Na wasze szczęście każdy jest inny i nie do każdego ta maksyma musi dotrzeć. Zdaję sobie sprawę co by się stało gdyby wszyscy myśleli tak jak Ja, ale co to mnie obchodzi?

"Gdy widzisz, ze gracz specjalnie sie stawia, choc jego postac nie powinna wogole tego robic, to wlasnie ty powinienes zainterweniowac, a nie patrzec glupio usmiechniety!"
Jak już mówiłem każdy odgrywa postać jak chce czy potrafi. To co jego posatć powinna czy nie powinna to nie moja sprawa. Jeżeli ktoś chce to może grać paladynem, który będzie gwałcił, rabował, mordował i palił wioski i ja mu tego zabronić nie mogę. Mogę z tego co najwyżej wyciągnąć konsekwencje, ale nie powiem mu że on powinien się zachowywać inaczej, bo to powinien wiedzieć on sam. A to że się śmieję z sytuacji które wydają mi się smieszne, to co? Zabronisz mi tego?

"Pojawila sie totalna sprzecznosc, gdzie wredny charakterek gracza wzial gore nad wyuczonym rygorem postaci, co miec miejsca nie powinno, i kompletnie olales sprawe!"
To się nazywa działanie wbrew sobie i każdy może sobie na coś takiego pozwolić. Zasatnów się czasem ile razy w życiu z jakiegoś powodu postąpiłeś całkowicie inaczej niż byś postąpił i zastanów się co wtedy tobą kierowało. Takie sytuajcie są moim zdaniem normale i to że ktoś robi coś na przkór, czy to postaci, czy to jakimś innym zasadom wcale nie znaczy że robi źle i że od razu muszę interweniować.

"Jestes rownierz arbitrem i pilnujesz prawidlowego przebiegu gry."
Czyli jaki jest wedłóg Ciebie "prawidłowy przebieg gry"? Wyczytałeś go z jakiegoś podręczniczka, czy może sam wymyśliłeś konkretny schemat postępowania graczy i MG? Chciałbym poznać twoją definicję "prawidłowego przebiegu gry".

"A jakie ma dotacje? Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe z faktu, ze w kazdej dobrej armii jest tabun logistykow, ktorzy maja plany jak urzadzac nowe bazy."
Jak już pisałem to nie jest armia tylko ogranizacja rządowa, która dopiero rozpoczęła swoją działalność. Co zabawniejsze organizacja ta została powołana na szybko i jeszcze nie funkcjonuje poprawnie ze względu na brak dobrego przygotowania.

"Aha... czyli jesli dobrze rozumiem to stac ich na supertajne laboratoria z tonami super sprzetu, stac ich zeby zamiast porzadnych Black Hawkow miec nowoczesne pojazdy pionowego startu, ale nie stac ich na kilka paczek amunicji, karabiny i inny sprzet?"
Coż... jak się coś źle rozplanuje to takie błędy się zdarzają. Przypomnij sobie ile razy zdarzyło Ci sie coś zapomnieć bo się spieszyłeś. Ten projet też był organizowany przez ludzi i coś takiego jak błąd ludzki miało prawo się zdarzyć.

"Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe z wysokosci poziomu trudnosci jaki narzuciles!"
Doskonale zdaję sobię z tego sprawę. Jest to zamierzone działanie. Z resztą jak zaczynaliście mówiłem że to nie będzie sielanka tylko ostra rzeźnia gdzie postacie graczy mają dużą szanse ginąć co sesję.

"Poza tym jakie kamperstwo? Czy rozpoznanie terenu przed wkroczeniem nan nazywasz kamperstwem?"
Rozpoznanie równie dobrze można przeprowadzić bez tych bajerów, które wymieniłeś, a poziom adrenaliny będzie wyższy bo zginąć będzie łatwiej.

"Zolnierze nie maja wogole zwiadu, zero informacji, panuje chaos, ktorego nie da sie ogarnac, bo ciezko nawet okreslic kto gdzie jest."
I na tym włąśnie polega cały urok tych akcji. Z resztą to czy będzie panować chaos czy nie to jest kwestja dowodzenia.

"To twoje zwarcie odbywa sie na dystansie minimum kilkunastu metrow..."
A na jakim dystansie powinno się wedłóg Ciebie odbywać zwarcie, bo dla mnie kilkanaście metrów to otymalna odległość. Stąd zresztą nazwa - "zwarcie", czyli możesz praktycznie dotknąć swojego przeciwnika.

"Ktory zolnierz? A postac Szymona? A co do cen czolgow - wystarczylby T-64 z demobilu, ktore u ruskich nawet zwykly szeregowiec X-comu moglby kupic."
Po pirewsze postać Szymona nie jest żołnierzem i prościej było by jej zaprojektować i zbudować nowy czołg, niż importować sprzęt od wujka Ivana zza Bóga. Po drugie X-com ma konkretnych dostawców i jest wymóg aby zaopatrywać się tylko u nich (pisałem o tym w sytuacji politycznej). Po trzecie jak Ty sobie wyobrażasz kupno czołgu przez internet, jeżeli 1. nie można wysyłać żadnych infornacji Z bazy; 2. takich strorn z ofertą ruskiego demobilu raczej nie ma; 3. nikt z was nie zna dokładego położenia bazy nie mówiąc już o dojeździe czy adresie pocztowym :-)

"Jesli chodzi o ten granat to..."
To przynajmniej było zabawnie. Z tego co wiem Ciumek nie nażekał, a ile wszyscy się z tego śmiali. Przecież w końcu chodzi o dobrą zabawę a nie o jak najdokłedniejsze odwzorowanie świata rzeczywistego.

"Nie karze ci ciaglekierowac czyjas postacia, ale zainterweniowac i powiedziec, ze danej rzeczy nie zrobi, albo ja zrobi, bo taka jest jej postac i tyle. Gracz ma odgrywac swoja postac, a nie odstawiac jej charakter w kat i stroic fochy."
Gracz ma sie dobrze bawić odgrywając postać. Tu nie chodzi o teatr i trzymanie się ściśle wyznaczonych ról tylko o dobrą zabawę. No chyba że wedłóg Ciebie w RPG chodzi o grę aktorską, a dobra zabawa stoi na innym miejscu.

"Zwlaszcza podejscie do samego X-comu. To tak jakbys zalorzyl sobie firme i tylko czekal az upadnie, podcinal ja i staral sie ja jak najszybciej zruinowac."
BINGO! Właśnie taka jest tam sytuacja. Ja to tak widzę i tak to kreuję. Jeśli masz inny pomysł to możesz poprowadzić wedle własnej wizji. Z chęcią w tedy bym u Ciebie zagrał aby doświadczyć twojej wizji tej rzeczywistości.

Qentin - To się nazywa polemika. My dyskutujemy ze sobą w sprawie X-com´u.

SzamanVV - może inwestorów jest więcej, ale łączna suma jest bardzo zbliżona :-)

MarheF

MarheF
18 III 2003 18:38 CET qentin


polemika nie polemika... ale ´kto dluzszy tekst compo tez´ =P

/qentin

Qentin
18 III 2003 18:56 CET MarheF

Sorki. Już poprawiłem.

A co do długości tekstów... Cóż... Jak już napisałem to i tak jest skrótowo.

A swoją drogą to jest dopiero sposób rywalizacji. Jestem bardziej niż pewien że w tych posatch, jakie z Coreliusem tu wysłaliśmy jest więcej treści niż 20 stronach wyliczanki :-)

MarheF

Walka w zwarciu
18 III 2003 20:52 CET Eyu

jest wtedy, kiedy łapiemy przeciwnika, trzymamy, rzucamy, dusimy etc.
Półdystans to walka, kiedy jestesmy nie dalej od przeciwnika niż zasięg naszych kończyn (około metra, no może więcej nigdy nie mierzyłam :|)
też nie kilkanaście metrów, bo wtedy to już walka na dystans (no chyba, że ktoś ma kilkunastometrowe kończyny :P)

Więc MarheF ludzie nie walczą z Alienami w zwarciu, nie mieliby pewnie żadnych szans
"Ty Obcy, no wyskocz na gołe klaty!" ;P

Reszty się nie czepiam, bo to wasza polemika, a ja nie gram w X-com

SYLA

cholera
18 III 2003 21:45 CET Agena

dziob mi znowu uciekł. i to ten sam! mały drań chyba go komuś oddam w końcu >(
ale jest też plus dzisiejszego dnia: mam Katedrę! :)
a z tym skakaniem na gołe klaty z obcymi to nie jest taki głupi pomysł...

PAX!

Nie bedzie mnie w ten piatek
18 III 2003 22:15 CET Gabik

Prawie na pewno nie bedzie mnie w ten piatek, zle jeszcze dam znac...

C. i M. - a polemizujcie, polemizujcie :)

KcVV!

Eyu
18 III 2003 22:23 CET MarheF

To tylko kwestja nazwnictwa. Dla mnie walka w zwarciu to walka na na odległość do kilkunastu metrów, a czy się do tego używa własnych kończyn, broni białej czy broni palnej, to juz dla mnie bez różnicy.

Natomiast pomysł walki wręcz z obcym wydje mi sie co najmniej ciekawy.... :-)

MarheF

X-Com
18 III 2003 22:24 CET Coltarion

Jak wiecie X-com to corporacja szybkiego reagowania. Tak więc taka grópka osób może dużo kiedy jest dobrze uzbrojona. To co dzieje się w X-comie to rzeź i masakra. Jak taki typ z asault canonem może zabić cyber dysk. jedynie co może to pogłaskać go po lufie i uciekać jak najdalej żeby tylko go nie zauważył. A więc co do uzbrojenia... wiem wiem mamy mały budżet(zresztą tak jak Polska) i na dużo nie możemy sobie pozwolić, ale to już przesada kiedy walimy UFO po głowie i pocisk mu się od niej odbija.
Sam gram w X-coma i wiem że przeżyć... ujść z życiem nie jest tak łatwo. MarheF żądam lepszego uzbrojenia i żarcia na poziomie dla całej jednostki, a przedewszystkim dla Coreliusa!!!

P.S Nie bij mnie za to MarheF, żadnych tam kowadeł, spadających cegówek, wybuchających broni itd...

DaRk

a..
19 III 2003 2:42 CET qentin

tak sobie pomyslalem zeby sie o 02:43:34 wpisac=P

/qentin

Co to się dzieje?
19 III 2003 8:21 CET Coltarion

Nie wiem.. i powtarzam, że jednostki szybkiego reagowania powinny mieć syty posiłek. Jak takie zgrupowanie osób może wyżyć z kartofli i kapusty.. To już lekka przesada!?

"Tak nie może być!!!"
Corelius mam do ciebie wielkie pretensje w związku z "taktyką spalonej ziemi"
Czemu?.. A to, że spuszczanie głowicy nuklearnej w środku Sydney... nie nie, albo tu jest coś ze mną albo z tobą.
Próbujesz za wszelką cenęrozwalić U.F.O nie dbając o oddział pod twoimi rozkazami. Zgadzam się co do ciebie z broniami i czołgami... , ale przecierz znasz Bolo.

Wojsko(czyli jakieś 10 do 8 osób)może zdziałać wiele, ale głaskanie U.F.O po lufie.. to ja dziękuję i nie ma co tam się fatygować do nich....

DaRk

W piatek
19 III 2003 8:29 CET Asar

jest SyZyF czy tradycja polskiej młodzieży idziecie na wino owocowe do parku w pierwszy dzień wiosny?

:-))))))))))))))))

Reply
19 III 2003 9:46 CET Coltarion

"czy tradycja polskiej młodzieży idziecie na wino owocowe do parku w pierwszy dzień wiosny?"

Być może chociarz młoprawdopodobne aby tak było:(